09 sierpnia 2015

Rozdzial I

Dział I - Przesilenie zimowe

„I nie było już chłodu, lecz ogień piekielny pochłonął wszystko wokół.”


W koronach drzew hasał beztroski wiatr. Tańczył walca dotykając pojedynczych liści i huśtał się na kruchych, bukowych gałęziach, by chwilę potem ze świstem zerwać się i znów usnąć na krótką chwilę.
               
            Stałam tam moment, owiewana przez zimne powietrze. Lustrowałam dokładanie wszystko dookoła siebie. Przeskakiwałam wzrokiem z jednego drzewa na drugie i próbowałam wymyślić jakim trafem się tu znalazłam. Nie mogłam poskładać myśli. Zupełnie tak jakby powyrywać strony z książki łapiąc obojętnie którą, niesioną przez zefir, próbować zrozumieć sens. Ale zdawało się, że go tu nie było, nie było sensu pomimo podjętych prób go odnalezienia.
               
Leśny krajobraz zdawał się być niczym z filmu, w którym zostało dodane zbyt dużo efektów specjalnych. Kroczyłam wolno, trąc dłońmi o ramiona pokryte jedynie cienkim materiałem czerwonej koszuli. Każdy krok w przód skutkował coraz głośniejszym szczekaniem zębów, zupełnie jakby pomimo słońca, które sprażyło na wiór opadnięte liście, z każdym kolejnym stąpnięciem temperatura powietrza obniżała się o kilka stopni. Wysuszony przez słońce żwir chrząkał i skrzypiał pod ciężarem mojego ciała.

           Widziałam jak mikruśny koliber przefrunął obok w zaskakującym tempie i przysiadł na jednej z gałęzi przypatrując mi się z ciekawością. Patrzylibyśmy się tak na siebie dalej gdyby nie to, że chwilę po obróceniu łebkiem kolorowy ptaszek spłoszył się i zerwał do lotu z przerażeniem w takim tempie, że bezwarunkowym odruchem było zamknięcie oczu.

Powoli podniosłam powieki, i nie było już chłodu. Ustąpił on miejsca językom ognia śmiejącym się z dobrze zastawionej pułapki, takiej, której ofiara nie spodziewałaby się, takiej, w której znalazłam się ja. W duszących kłębach dymu widziałam szczerzące się szkaradne gęby pełne pogardy i egoizmu. Wyrazy twarzy pełne wyższości i szyderstwa.

Strach rósł w miarę trzasków i gruchotów spopielonych drzew uderzających o ziemię, krzyków płomieni, które zagłuszały zdrowy rozsądek. Ścieżka ognia przed moimi stopami uniemożliwiała mi ucieczkę. Nie miałam jak się wydostać. Wszędzie był ogień. Adrenalina to wszystko co teraz miałam. Rozżarzona ziemia parzyła w stopy, ból towarzyszący każdemu oddechowi porównywalny był do oddychania szpilkami, które wbijały się głęboko w płuca. Sekundy później moje ubranie zajęło się gorącym pomarańczem, który panicznie próbowałam ugasić rękoma. Krzyk. Mój krzyk. Ogień nie miał zamiaru przestać dopóki nie pochłonie mnie – swojej ofiary w całości. Coś się zbliżało, a ja dalej dusiłam się dymem. Krzyk. Nie mój. Ostatnie co widziałam to zarys postaci. A później? Później była już tylko ciemność.  

04 lipca 2015

Prolog

Ludzie wierzą w to, że natura jest prosta, uporządkowana i można z niej czytać jak z otwartej księgi. Realia są takie, iż oni nie widzą prawdy, a tajemnice świata i przestrzeni są zamknięte, ukryte dalej niż sięga ich wzrok.
Messorem nie jest zwykłą dziewczyną. Jej wyostrzone do granic możliwości zmysły rejestrują zjawiska, które nie powinny mieć miejsca. Widzi osąd świata, jego prawo spisane krwią i łzami, które rozbrzmiewa w gorącym powietrzu niczym wojenne werble:   życie za śmierć, śmierć za życie.
Kiedy odkrywa swoje prawdziwe pochodzenie i to, że jest półkrwi demonem, jedyną potomkinią Króla Południa  – Metronoma, kobietą przeznaczoną mężczyźnie. Ojciec mianuje ją Mejer  i  staje się ona żniwiarzem czyhającym na splamione krwią dusze.